8 kwietnia 2013

Baśniobór #4: Tajemnice Smoczego Azylu - Brandon Mull

Kendra i Seth, po niedawnym uratowaniu Baśnioboru przed Plagą Cieni i odnalezieniu kolejnego artefaktu, wracają do domu, by wraz z rozpoczynającym się rokiem szkolnym kontynuować naukę. Niestety okazuje się, że poza granicami Baśnioboru nie są już bezpieczni. Kiedy więc Kendra zostaje porwana a dziadkowie Sorensonowie dowiadują się, że Sfinks wpadł na trop klucza do miejsca, w którym znajduje się jeden z ważniejszych artefaktów, znów muszą zacząć działać. I to szybko. Seth, razem z uwolnioną siostrą i przyjaciółmi z rezerwatu wyruszają do znajdującego się w Australii Smoczego Azylu, aby tam, dzięki pozostawionym przez Pattona wskazówkom, odnaleźć klucz i ochronić go przed Stowarzyszeniem Gwiazdy Wieczornej. Nie jest to jednak misja łatwa – miejsca, w którym znajduje się poszukiwany przez nich przedmiot strzegą jedne z groźniejszych magicznych istot. Czy uda im się mimo to zdążyć przed Sfinksem i nie dopuścić, by ten znalazł się o krok bliżej do otwarcia więzienia demonów?

„Tajemnice Smoczego Azylu” to już czwarta część przygód młodego rodzeństwa, którego dziadkowie są opiekunami Baśnioboru – rezerwatu przeznaczonego dla wszelkiego rodzaju magicznych istot, od wróżek, przez centaury i satyrów, na trollach i olbrzymach kończąc. Choć seria amerykańskiego autora przeznaczona jest raczej dla młodszych czytelników, udało jej się podbić serca również tych nieco starszych. Pełna magii i wspaniałych przygód historia dzieci, które mogły poznać tajemniczy świat, którego nie dostrzegają inni, choć momentami przypomina raczej baśń niż typową powieść przygodową, z pewnością zasługuje na uwagę nie tylko najmłodszych czytelników.

Trzeba przyznać, że z tomu na tom robi się coraz ciekawej. I groźniej. O ile pierwsza przygoda w Baśnioborze była dla rodzeństwa Sorensonów po prostu ciekawym, choć nieco strasznym, przeżyciem, to teraz zaczyna się dopiero robić gorąco. Autor stawia swoich młodych bohaterów w obliczu większych zagrożeń, trudniejszych decyzji i niełatwych wyborów, nie robiąc z nich przy tym, na całe szczęście, niezniszczalnych herosów, którymi przecież nie są. Lecz rzeczywistość wokół nich staje się coraz bardziej brutalna, co nam, czytelnikom, w pewien sposób pokazuje sam autor, nie bojąc się uśmiercać postaci odgrywających w powieści wcale ważne role i będących bardziej doświadczonymi zawodnikami w wyścigu po magiczne artefakty. Również same wydarzenia są coraz bardziej skomplikowane, autor coraz częściej zaskakuje, i to porządnie, tak naprawdę nigdy nie możemy być do końca pewni tego, co się zaraz wydarzy. Na szczęście Mull nie stara się niczego na siłę skomplikować, wszystko jest uporządkowane, trzyma się kupy, jak to się potocznie mówi.

Widać też, że rodzeństwo cały czas rozwija się wraz z rozwojem kolejnych wydarzeń, dojrzewa, zmienia sposób myślenia czy zachowania, co jest dość dużym plusem serii. Nie mamy bowiem do czynienia ze statycznymi postaciami, lecz przypominającymi żywych ludzi, do których czytelnik potrafi się przywiązać i razem z nimi przeżywać przygody, o których on może tylko pomarzyć. Kendra i Seth już w pierwszej części „Baśnioboru” od razu zjednują sobie czytelnika, któremu nie pozostaje nic innego, jak tylko z tomu na tom lubić ich i przywiązywać się do nich coraz bardziej, z rosnącym zapałem kibicować rodzeństwu w walce ze złem, którą zmuszeni byli podjąć. Najbardziej tę przemianę widać u Setha – chłopiec, który jeszcze niedawno wpychał nos tam, gdzie absolutnie nie powinien, ryzykował często nie tylko własnym życiem, ale także bezpieczeństwem siostry czy całego Baśnioboru, teraz stał się bardziej odpowiedzialny, jego decyzje są bardziej przemyślane, choć nadal nie potrafi usiedzieć w miejscu i jest żądny przygód, szczególnie tych, w których pojawia się jakieś ryzyko i niebezpieczeństwo.

„Tajemnice Smoczego Azylu” tak samo jak jej poprzedniczki jest książką lekką i przyjemną w odbiorze, zapewniającą kilka wieczorów rozrywki na wysokim, jak na powieść właściwie dla dzieci, poziomie. Podczas lektury dobrze będą bawić się nie tylko młodsi lub początkujący czytelnicy, lecz również ci, którzy potrzebują odetchnąć, uciec na chwilę od szarawych widoków za oknem i mają ochotę przeczytać coś niezobowiązującego i niewymagającego jakiegoś wybitnego skupienia,  a jednocześnie sprawiającego niemałą frajdę. Choć więcej zabawy zapewni z pewnością młodym nastolatkom niż dorosłym, seria Brandona Mulla jest zdecydowanie serią godną uwagi.

[W.A.B. 2012, 512 str.]


3 komentarze:

Molioo pisze...

Serii tej nie znam i przyznam, że mimo ciekawej recenzji aż tak mnie do niej nie ciągnie. Co prawda magiczne istoty i świat Baśnioboru mogłyby okazać się dobrą odskocznia od codzienności, to jakoś wciąż nie jestem przekonany:)

Tala pisze...

Z miłą chęcią sięgnę po tę serię :D W sumie to już od dawna poluję na pierwszy tom, ale nikt nie ma na zbyciu. :D

Justine pisze...

Wydaje mi się, że już wyrosłam z takich książek i jak na razie nie mam ochoty do nich wracać :)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]