29 marca 2013

Dziewiąty mag #2: Zdrada - Alice Rosalie Reystone

Ariel, uwikłana w dziwny związek, po załatwieniu co ważniejszych spraw w równoległym świecie i upewnieniu się, że wszystko jest w porządku, wraca do swojej rzeczywistości, by tam znów zająć się pracą i dzieckiem. Niestety, wydarzenia, które miały miejsce w magicznym świecie zmieniły ja do tego stopnia, że w rodzinnym domu czuje się dużo gorzej niż w krainie smoków. Kiedy więc nadarza się okazja, powraca tam, gdzie odegrała niemałą rolę w obronie miast i mieszkańców, niestety znów pakuje się w sam środek nieprzyjemnych zdarzeń. Podczas jej nieobecności jeden z najgroźniejszych magów pojmał Naczelnych, uśpił oficerów i smoki i przygotowuje się do przejęcia kontroli nad miastami. A Ariel musi mu w tym przeszkodzić.

Druga część trylogii autorstwa A.R. Reystone rozpoczyna się w tym samym momencie, w którym zakończył się tom pierwszy. To właśnie było główną przyczyną, dla której sięgnęłam po ciąg dalszy przygód Ariel – pierwsza część zakończyła się w dziwnym momencie, wątek został jakby urwany, więc żeby dowiedzieć się, co było dalej, trzeba było sięgnąć po „Zdradę”. Niestety, w ostatecznym rozrachunku nie okazało się to dobrym pomysłem…

Choć lektura pierwszej części „Dziewiątego maga” przyniosła ze sobą więcej nerwów niż rozrywki i rozluźnienia, byłam dobrej myśli. Dałam autorce szansę, bo nierzadko kolejne książki początkujących pisarzy stają się coraz lepsze. Lecz tym razem było odwrotnie – zrobiło się jeszcze gorzej. Może nie pod względem stylistycznym, ale fabularnym. Autorka za wszelką cenę uparła się zrobić ze „Zdrady”, która w założeniu miała być rozwinięciem wydarzeń z jej poprzedniczki, coś na kształt utrzymanej w fantastycznych klimatach polskiej wersji „Mody na sukces”. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Fabuła kroczy sobie do przodu jakimiś dziwnymi ścieżkami, które nierzadko przecinają się, kluczą, a odkrywane przez pisarkę kolejne zdarzenia z przeszłości i wymyślanie co rusz to nowych faktów dotyczących stworzonej przez nią magicznej krainy nie zapierały tchu w piersiach swoją niesamowitością, lecz wprowadzały niepotrzebny bałagan w umyśle czytelnika i o ile początek książki dało się jakoś czytać, mniej więcej w jej połowie miałam niewyobrażalną ochotę rzucić ją w kąt. Ale za zakończenie byłam gotowa odnaleźć autorkę i zdzielić ją egzemplarzem „Zdrady” przez łeb, (najlepiej takim w twardookładkowej wersji, jeśli takowy bym gdzieś dopadła) mówiąc dosadnie. Nie wiem, czy nie wolałabym urządzić sobie maratonu „Mody na sukces”…

Również z bohaterami dzieją się dziwne rzeczy. Ariel, jak była postacią irytującą, tak irytująca została. „Jak na wielkiego maga przystało” ani trochę nie jest zdziwiona swoją mocą, choć niedawno nie dawała wiary opowieściom o magicznej krainie i smokach, posługuje się magią tak, jakby robiła to od dziecka i nie było to dla niej nic nowego, po czasie jednak okazuje się, że jest ktoś potężniejszy od niej (wspomniane zakończenie…). Jej uczucie do przystojnego Marcusa coraz bardziej przypomina to, jakim darzy przeciętna nastolatka przystojnego aktora czy piosenkarza, co momentami aż razi w oczy swoją nienaturalnością. Jakby tego było mało, niektórzy bohaterowie (jeden konkretnie, nietrudno się domyślić, który) za cholerę nie chcą dać się zabić, wyłażą spod ton kamienia, jako jedyni przeżywają ataki smoków i powstają z martwych. To jest dopiero ciekawe… Wygląda to tak, jakby autorka była już zdecydowana uśmiercić owego, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. O ból głowy przyprawiają również wyłażące na wierzch różne dziwne koligacje rodzinne i powiązania między bohaterami, które autorka bierze nie wiadomo skąd, zapewne próbując w ten sposób uczynić powieść ciekawszą i bardziej zajmującą. Nie działa, psze pani, nie działa!

Zdaję sobie sprawę, że tym razem więcej tu narzekania niż typowej opinii o książce, ale inaczej po prostu nie potrafię. O ile w poprzedniej części umiałam znaleźć coś ciekawego, to w „Zdradzie” nie umiem doszukać się niestety niczego, co uratowałoby tę powieść, czytanie jej po pewnym czasie stało się po prostu męczące, a do doczytania jej do końca zmuszała jedynie nikła iskierka nadziei na jakąkolwiek poprawę i fakt, że nie lubię odkładać nieskończonych książek. Bohaterowie, do których bardzo trudno się w jakikolwiek sposób przywiązać, wątek romantyczny na poziomie podłogi, dziwne, plączące się fakty i autorka czy to niepotrafiąca, czy nie chcąca wyjaśnić przyczyn wielu wydarzeń w powieści raczej nie czynią ze „Zdrady” książki, którą warto byłoby polecić komuś poza osobami, które czytają nałogowo od miesiąca czy dwóch i nie znają jeszcze zbyt wielu tytułów. Choć jej poprzedniczka może jakąś tam rozrywkę zapewnić. Po ostatnią część trylogii absolutnie nie sięgnę.

[Nasza Księgarnia 2012, 544 str.]


6 komentarze:

Polaris pisze...

Zastanawiałem się nad tymi książkami, ale po tych zarzutach widzę, że nie mam czego w nich szukać.

Gosiarella pisze...

Pierwsza część mi się podobała, ale tej zaczynam się bać.

Lenalee pisze...

Czytałam pierwszą część i nie spodobała mi się, ale teraz myślę, że sięgnęłabym po drugi tom, żeby przekonać się, w jakim kierunku potoczyły się losy bohaterów. ;)

Sheti pisze...

Pierwszej części nie wspominam za dobrze, więc tą na pewno odpuszczę.

Aga pisze...

Świetna recenzja i choć w większości zgadzam się z Tobą, mnie się książka podobała

Anonimowy pisze...

Ale mnie zachęciłaś... :(
A miałam nadzieję, że może książka nieco później napisana, autorka dojrzalsza, będzie lepiej.
No cóż i tak spróbuję przez to przebrnąć ;)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]