26 grudnia 2012

Dotyk Julii - Tahereh Mafi

Nasz świat w powieściach kończył w różny sposób: a to coś w niego uderzyło, a to ktoś najechał, tym razem jednak ludzie zniszczyli go sami. W tym nowym świecie, gdzie nie ma już regularnie występujących pór roku, żywności brakuje a ludzie nie mają warunków do życia, mieszka sobie dziewczyna, która potrafi zadawać ludziom ból, a nawet ich zabijać, dotykiem. Pierwsza myśl – o, to będzie fajne. Po chwili – ale coś takiego już chyba było, może nie dokładnie takie samo, ale podobne. I co teraz? Cóż to autorka takiego wymyśliła, że jej powieść robi furorę?

Siedemnastoletnia Julia od prawie roku przebywa w ciemnej celi szpitala dla obłąkanych. Kiedy kilka lat wcześniej dotknięty przez nieświadomą swojego przekleństwa/daru dziewczynę mały chłopiec zmarł w męczarniach, życie Julii przestało być normalne i z początku po prostu osamotniona, po pewnym czasie umieszczona została tam, gdzie nikomu nie mogła zagrozić. Jednak pewnego dnia w jej celi pojawia się Współlokator – chłopak w jej wieku, który kogoś jej przypomina. Kiedy po niedługim czasie okazuje się, że pobyt w szpitalu był jedynie testem, a Adam, którego Julia zaczęła uważać za przyjaciela, pracuje dla człowieka, który wkrótce staje się jej największym wrogiem, dziewczyna ma niemały problem, bo Warner ma wobec niej niezbyt przyjazne zamiary a Adam najwyraźniej coś ukrywa…

… i oczywiście już po kilku czy kilkunastu dniach okazuje się, że Adam jest na zabój zakochany w Julii a Julia bezgranicznie kocha Adama. Nie mogłoby być inaczej. Choć tego typu powieści obecnie chyba nie mogą obejść się bez wątku miłosnego, ten przedstawiony w „Dotyku Julii” wydał mi się dość przerysowany, powiedziałabym nachalny, uparcie wpychający się na pierwszy plan i nierzadko przesłaniający ważniejsze dla powieści wydarzenia. Wiem, że to nosi znamiona narzekania, ale dobrze, ja rozumiem, że ona go kocha, że on kocha ją, zapamiętałam za pierwszym razem, przypominanie mi o tym co chwilę było całkowicie zbędne. Jakby tego było mało, właściwie po kilku dniach znajomości bohaterowie tak się kochają, że od razu lądują w łóżku (na razie w tym sensie całkowicie dosłownym, ale…). Tyle narzekania. Na razie.

Chociaż nie. Największym problemem z „Dotykiem Julii” jest to, że jest to powieść bardzo nierówna, tak bym to określiła. Na samym początku autorka w jakiś sposób zainteresowała mnie historią dziewczyny, choć niezbyt oryginalną, to jednak dość ciekawą, by po kilkunastu stronach zmusić mnie do zastanowienia się, po co ja to w ogóle czytam. I tak przez całą opowieść. Raz miałam ochotę rzucić książkę w kąt (ale dzielnie znosiłam te momenty), by za chwilę nie móc się oderwać od lektury pochłonięta rozwojem wydarzeń. Za to zakończenie… Jak dla mnie tylko jeszcze pogorszyło sytuację. Nie wiem więc, jak tę książkę odebrać. Czy była dobra, czy wręcz przeciwnie? Trudno też mi stwierdzić, których momentów było więcej.

Sam pomysł na historię Julii mógłby być interesujący, gdyby nie to, że opowieść bazuje dość mocno na znanych wszystkim schematach i filmach (mnie oprócz X-menów skojarzyła się jeszcze „Fantastyczna Czwórka”). Na początku trudno też było mi się wczuć w narrację powieści, bo mimo że historię opowiadała sama Julia, posługiwała się ona momentami tak poetyckimi wyrażeniami i porównaniami, że aż się człowiek zaczynał zastanawiać, czy ona rzeczywiście jest nastolatką potrafiącą zabijać ludzi dotykiem, której życie skupiało się do tej pory na wizytach w sądach, u kuratorów i policji, czy poetką z powołania. Właściwie nie jest to jakaś wielka niedogodność, której należałoby się szczególnie mocno czepiać, ale mnie osobiście momentami kazało przewracać oczami. Co innego, gdyby to był trzecioosobowy narrator. Choć poza tym nie mogę na nic więcej narzekać.

Autorka posługuje się (poza momentami natchnienia, oczywiście) dość prostym językiem, w obrazowy sposób przedstawiając nam tak otoczenie Julii, jak i ją samą. Bohaterowie na szczęście nie są bezpłciowi, wzbudzają (choć niewielkie) emocje i mimo że Adam i główny wróg Julii – Warner – nie zostali jakoś szczegółowo przedstawieni, wiemy o nich na tyle dużo, by nie zniknęli nam gdzieś w tłumie postaci zajmujących drugi plan. Tym, czego trochę mi brakowało, to jakieś szersze wyjaśnienie katastrofy, która dotknęła nasz świat, przez co trudne do odgadnięcia stały się podstawy takich a nie innych zachowań postaci, zarówno tych pozytywnych jak i ich przeciwników. Zabiegiem, który zwraca uwagę jest przekreślanie niektórych słów, a czasem i całych zdań, a także częste powtarzanie niektórych wyrażeń, co prawdopodobnie wskazuje na emocje głównej bohaterki.

Szczerze powiedziawszy jestem… rozczarowana. Na samym początku, w okolicach premiery powieści byłam święcie przekonana, że to będzie coś superekstrałał, a choć mój zapał studziły później kolejne recenzje, cały czas liczyłam na to, że jednak będzie lepiej. Niestety, choć historia Julii miała potencjał i to niemały, tak samo kolejna dystopijna wizja świata, autorce nie udało się w pełni go wykorzystać. „Dotyk Julii” nie jest powieścią złą, a raczej dość przeciętnym czytadłem, które może stanowić jako taką rozrywkę, choć tej można by z powodzeniem poszukać gdzie indziej. Tym razem nie polecam, ale też nie odradzam – być może znajdzie się ktoś, kto takie powieści lubi i nie przeszkadzają mu występujące w niej wady, tym razem w moim odczuciu niestety liczniejsze niż zalety. Zakończenie powieści zdecydowanie wskazuje na to, że będzie jakiś ciąg dalszy, ale ja jeszcze zastanowię się nad tym, czy warto tę historię kontynuować.

[Otwarte 2012, 330 str.]

15 komentarze:

Alicja Szerment pisze...

Uwielbiam tą książkę ;)
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Wydawało mi się po opisie, że będzie to naprawdę dobra książka, ale po recenzji widzę, że to tylko złudzenie, więc raczej sobie tą książkę daruję ;)

Deline pisze...

Zaczęłam czytać tę książkę wczoraj, ale okazało się, że brakuje ponad 30 stron, także muszę poczekać na wymianę egzemplarza... Trochę mnie to zirytowało, ponieważ początek mnie zaintrygował, choć te dziwne relacje Julii z Adamem faktycznie wydawały się przerysowane. W każdym razie, głębiej wypowiem się kiedy już przeczytam całą lekturę :D

Elen pisze...

Również się rozczarowałam tą książkę. W większość zgadzam się z Twoją recenzję. Brakowało mi informacji na temat katastrofy i nowego świata. Wątek miłosny był zbyt nachalny, a Adam to taki ideał, w ogóle go nie polubiłam. Tylko Waren fajny :3 Mi te poetyckie metafory bardzo przeszkadzały, to było wręcz śmieszne i żenujące, niczego nie można powiedzieć normalnie, tylko trzeba tworzyć pozory głębi :/

Gosiarella pisze...

Zdaje sobie już w pełni sprawę, że nie jest to "superekstrałał" (podoba mi się to określenie), ale i tak przeczytam.

Tirindeth pisze...

Mam w planach tę książkę, choć nie spodziewam się szaleństwa :)

Avenix pisze...

Tak, jak ty byłem przekonany o tym, że książka będzie super hitem, ale sam nie wiedziałem czy ją kupić czy nie, dlatego poczekałem na recenzje czytelników. Gdy dowiedziałem się jaka jest prawda, odroczyłem kupienie książki a twoja recenzja utwierdza mnie w fakcie, że lektura nie jest aż tak niesamowita, a szkoda :cc

Sol pisze...

Uhuhu nareszcie ktoś tak samo rozczarowany jak ja! Również uważam, że książka nie jest jakimś super czytadłem. Raczej przeciętna :) Pomysł był dobry, z wykonaniem gorzej, a szkoda.

Taki jest świat pisze...

Od jakiegoś czasu mam w planach tę książkę, gorzej z ich realizacją ;)

Polaris pisze...

Hmm, też spodziewałem się czegoś świetnego, szkoda więc, że nie jest to nic specjalnego. Ale przeczytam kiedyś żeby to sprawdzić, bo już mnie wystarczająco ta książka zaintrygowała.

Miłośniczka Książek pisze...

Książkę mam od dawna na "liście życzeń", więc pewnie kiedyś ją przeczytam :)

Sheti pisze...

Czytałam w oryginale i była w sumie całkiem całkiem, ale mogła być znacznie lepsza.

Tristezza pisze...

Hm.. sama nie wiem, na początku miałam na nią wielką ochotę, jednak mój zapał zgasł już jakis czas temu. Niemniej jak się na nia natknę to z chęcią przeczytam mimo wszystko i przekonam sie czy do mnie trafi xd

Tala pisze...

W zupełności się z Tobą zgadzam :) Liczyłam na coś ciekawszego i bardziej nowatorskiego :/ Jednak sam pomysł ma naprawdę spory potencjał dlatego z miła chęcią sięgnę po kontynuację. Kto wie, może okaże się znacznie lepsza.

zaczarowana pisze...

A zapowiadał się taki wielki fenomen, a tu się okazuje,że książka nie jest taka wspaniała. Mimo tego muszę sięgnąć i sama sprawdzić;)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]