8 grudnia 2012

Diabelskie maszyny #2: Mechaniczny książę - Cassandra Clare


Prawie rok przyszło polskim czytelnikom powieści Cassandry Clare czekać na kontynuację tak „Darów Anioła” jak i „Diabelskich maszyn. „Mechaniczny książę” jest drugą częścią tej drugiej serii, której akcja rozgrywa się w XIX wieku, czyli dość sporo przed narodzinami głównych bohaterów „Darów…”. Zamysłem autorki było przedstawienie wiernym czytelnikom przygód Nocnych Łowców ich przeszłości i wyjaśnienie kilku zagadek, i trzeba przyznać, wyszło jej to całkiem dobrze. Wreszcie dowiadujemy się kilku rzeczy, może i niezbyt ważnych, ale na pewno interesujących i ponownie wkraczamy w tak uwielbiany przez młodych czytelników świat nadprzyrodzonych istot, przed którymi strzegą nas Nocni Łowcy. Ale że z kontynuacjami różnie bywa…

Mortmain gdzieś przepadł, Nate okazał się zdrajcą, a Instytutowi, w którym Tessa znalazła schronienie i przyjaciół, grozi niebezpieczeństwo. Benedict Lightwood, któremu marzy się posada prowadzącego Instytut należący obecnie do Charlotte i Henry’ego, proponuje sprawdzian jej umiejętności: mieszkańcy Instytutu mają dwa tygodnie na znalezienie Mortmaina. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem, a droga do mety nie jest ani krótka, ani łatwa; szalony władca automatów może być wszędzie. Pogoń za poszlakami prowadzi Nocnych Łowców w najdziwniejsze miejsce i przy okazji daje odpowiedzi na pytania, które są straszniejsze niż można by przypuszczać. Mistrz jest coraz bliżej, ale i czas nieubłaganie pędzi przed siebie. Czy Charlotte, Henry’emu, Tessie, Willowi i Jemowi uda się uratować Instytut nim będzie za późno? Jakie tajemnice skrywa Mistrz, po co właściwie potrzebna mu Tessa i kim ona tak naprawdę jest?
Czy jeśli człowiek długo przed czymś się broni, traci to zupełnie? Czy jeśli nikomu na tobie nie zależy, w ogóle istniejesz?
Akcja powieści rozpoczyna się w miejscu, w którym zakończył się „Mechaniczny Anioł” i autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę. Już na samym początku dzieje się dużo i (nie)dobrze i nie jest to bynajmniej problem Tessy z wyborem sukni na bal. Bez zbędnych wstępów Cassandra Clare zaznajamia nas z sytuacją panującą w Instytucie, przedstawia nam odgrywające w powieści największą rolę postacie i dawaj, do przodu. Choć do niektórych fragmentów można mieć pewne zastrzeżenia, książkę czyta się całkiem przyjemnie i bardzo szybko, dynamiczna akcja, zaskakujące zwroty wydarzeń i cała masa niespodzianek skutecznie przyciągają do „Mechanicznego księcia” i nie pozwalają oderwać się od lektury choćby na chwilę, na momencik. Choć właściwie niektóre wydarzenia sprawiały, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę, to nie sama fabuła, a raczej co poniektórzy bohaterowie i rozwój drugoplanowych wątków doprowadzały mnie do takiego stanu.

Niestety, tak samo jak podczas lektury „Mechanicznego anioła”, cały czas towarzyszyło mi uczucie déjà vu, to wszystko już gdzieś było, coś przypominało. Tym „czymś” była poprzednia seria autorki, czyli „Dary Anioła”. No bo jak tu nie porównywać aroganckiego, irytującego Willa do Jace’a, spokojnego, dobrego Jema do Aleca i wreszcie Tessy do Clary. Choć już w poprzedniej części widać było, że bohaterowie „Mechanicznego anioła” to wierne kopie swoich poprzedników, cały czas liczyłam na to, że może coś się zmieni, że autorka poprowadzi postacie w ten sposób, że wszelkie, albo chociaż kawałek tego podobieństwa zniknie. Ale na niewiele się moje nadzieje zdały. Tessa jak mnie irytowała, tak irytuje nadal (choć nie do końca wiem, dlaczego) a Jem pozostaje moim ulubieńcem. Nie można jednak zaprzeczyć temu, że postacie, choć dosyć schematyczne, są barwne, żywe i przedstawiają sobą cały wachlarz gorszych i lepszych cech, które czynią je bohaterami potrafiącymi wywołać w czytelniku choć trochę uczuć.

- Odszkodowania - powiedział nagle Jem, odkładając ołówek. Will spojrzał na niego zaintrygowany.
- Czy to jakaś gra? Rzucamy pierwsze słowo, jakie przyjdzie nam do głowy? W takim razie moje brzmi: "genuphofobia" i oznacza irracjonalny strach przed kolanami.
- A jakie jest określenie na racjonalny strach przed irytującymi idiotami?- wypaliła Jessamine.
Autorka posługuje się plastycznym, choć bardzo prostym językiem a jej barwne i obrazowe opisy pozwalają czytelnikowi wczuć się w panujący w powieści klimat, ciekawszy jeszcze dzięki umieszczeniu akcji w okresie wiktoriańskim, jednak czytając poprzednią część jakoś bardziej „czułam” tę XIX-wieczną Anglię. Jednak autorka dość mocno się postarała i epoka nie stanowi jedynie płaskiego tła dla rozgrywających się wydarzeń, a na każdym kroku daje o sobie znać obyczajowość tych czasów, co też nieco utrudnia życie głównej bohaterce, bo jak tu się bić czy uciekać w sięgającej ziemi sukni z gorsetem? A pościgów i walk w „Mechanicznym księciu” jest niemało, w porównaniu z poprzednią częścią, która była raczej wprowadzeniem czytelnika w XIX-wieczny świat Nocnych Łowców, dzieje się tu więcej, i nawet nieco ciekawiej.

Jeśli ktoś miał okazję zapoznać się z „Mechanicznym aniołem” i lektura powieści Cassandry Clare przypadła mu do gustu, pewnie nie będzie miał oporów przed sięgnięciem i po tę część, bo co jak co, ale wszystkie swoje książki autorka kończy w takim momencie, że po kontynuację wręcz trzeba sięgnąć, choćby z czystej ciekawości, żeby zobaczyć, cóż to się będzie dalej działo. „Mechaniczny książę” mimo występujących w nim niestety paru małych wad, jest dobrą kontynuacją „Mechanicznego anioła”, a choć na pierwszy plan zaczyna wybijać się nieszczęsny miłosny trójkąt, powieść zapewnia kilka godzin dobrej zabawy w świecie Nocnych Łowców. Dla miłośników „Darów Anioła” – chyba wręcz pozycja obowiązkowa.

[MAG 2012, 494 str.]

11 komentarze:

Polaris pisze...

Ciągle mnie nie przekonuje ta seria, tak samo "Dary Anioła"... Ale jeśli już miałbym przeczytać coś od tej autorki, to sięgnę po to drugie.

Taki jest świat pisze...

Mam apetyt na tę serię :)

Cassin pisze...

Uwielbiam historie, które tworzy pani Cassandra i nawet jeśli jest w kolejnej z nich serii powtarzalność to zawsze opowieści te i tak potrafią mnie zaskoczyć. Teraz czytam "Miasto Zagubionych Dusz" i choć wolę prequelową serię od kontynuacji Darów Anioła to i tak zawsze jedna z lektur na której bardziej oczekiwałam i odliczałam do premiery ;)
Pozdrawiam!

Sol pisze...

Uwielbiam twórczość Clare! Oba tomy mam i czekają na swoją kolei :)

Sheti pisze...

Czytałam pierwszą część i tak średnio mnie chwyciło.

Przepowiednia pisze...

Uwielbiam tą autorkę!
Mimo, że Dary podobały mi się bardziej, niż Maszyny, to jednak lubię obie serie!

Paula pisze...

Ja miałam tak, że to jednak Maszyny bardziej mi się od Darów podobały, mimo że do tej drugiej serii mam spory sentyment i kocham wątek Magnusa i Aleca *.* Jednak to na Mechanicznego księcia czekam z ogromnym utęsknieniem!

Blueberry pisze...

A przede mną wciąż pierwsza część, która czeka na półce :)

Miłośniczka Książek pisze...

Jeszcze nie czytałam żadnej książki tej pani, ale to jest do nadrobienia :)

Tirindeth pisze...

Ta częśc podobała mi się o wiele bardziej od pierwszej, ale co racja to racja - Tessa jest wkurzająca :P

Abigail pisze...

Uwielbiam tę serię, jak i Dary Anioła. :D Chociaż przyznam, że tutaj Cassandra złamała mi serce i mam nadzieję, że "Mechaniczna księżniczka" je poskleja. :3

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]