22 grudnia 2011

Jutro #1: Kiedy zaczęła się wojna - John Marsden


Lubicie wycieczki? No pewnie. Kto nie lubi… Czasami dobrze jest wyrwać się z domu na kilka dni i razem z przyjaciółmi spędzić parę miłych chwil. Jednak najgorszy jest zawsze powrót. Za tymi już mało kto przepada. Lecz niektórzy nie mają dokąd wracać… John Marsden, pisząc serię „Jutro” udowodnił, że powieść, której głównym odbiorcą jest młodzież nie musi być romansem, może być pozbawiona wszechobecnych wampirów i wilkołaków, i zakazanej miłości. Tutaj jest tylko napięcie, strach i ból po stracie najbliższych. Tu nie ma czasu na bycie szczęśliwym. Nic już nie jest takie samo, kiedy wraca się do domu akurat wtedy, gdy zaczęła się wojna…


Ellie, Fi, Corrie, Robyn, Lee, Homer i Kevin wyruszają do Piekła. Spragnieni wrażeń licealiści postanawiają wyrwać się na kilka dni z australijskiego Wirawee i wybierają się na kilkudniowy biwak do niedostępnego miejsca w górach, które najwidoczniej słusznie nazwano tak, a nie inaczej. Ale to, co zobaczyli po powrocie do rodzinnego miasta, było dla nich totalnym szokiem. Martwe zwierzęta, puste ulice, zero prądu, zero mieszkańców Wirawee, żadnego śladu życia ani wskazówki, co tak właściwie się tu stało. Jednak nie ulega wątpliwościom – to nic dobrego. Właśnie rozpoczął się wyścig z czasem i ludźmi, którzy niespodziewanie wtargnęli na teren miasta i których obecność nie zwiastuje niczego dobrego. Niewielka spokojna mieścina stała się nagle najgroźniejszym miejscem dla tych młodych ludzi. Wszyscy mieszkańcy, wraz z siódemką przyjaciół trafili w sam środek piekła. Takiego prawdziwego.
„Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscami – piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem”.

Krąży sobie w świecie takie jakieś przekonanie, że książka, wokół której jest wiele szumu, w rzeczywistości nie jest niczym wspaniałym. Ale chyba jednak nie zawsze. „Jutro” wszyscy już przeczytali, więc i ja musiałam przeczytać. No, nie mogłam się oprzeć. I chyba dobrze, bo kolejną lekturę mogę wpisać na listę tych ulubionych. Napisana już w 1993 roku, a wydana w Polsce dopiero całkiem niedawno książka, zdobyła liczne nagrody, a ja się wcale temu nie dziwię. Bo „Jutro” to nie jest taka sobie zwykła opowieść o paczce przyjaciół, która wyruszyła na biwak, a potem właściwie nie miała dokąd wrócić. Nie, to jest coś więcej, a zachwyty są tu jak najbardziej uzasadnione. John Marsden stworzył powieść inną od innych, być może zahaczającą gdzieniegdzie o znane nam już motywy i schematy, ale mimo wszystko wartą uwagi. Powieść o grupie nastolatków, którzy w ciągu kilku czy kilkunastu dni z cieszących się życiem licealistów muszą stać się żołnierzami, jednocześnie będąc zwierzyną łowną, która za wszelką cenę nie może dać się złapać. Ludźmi zmuszonymi do podejmowania odważnych decyzji, które na zawsze mogą odmienić ich los, jednocześnie żyjącymi w ciągłym strachu o życie swoje i swoich najbliższych, przetrzymywanych przez najeźdźców.

Nie, to z pewnością nie jest zwykła książka. Gdzieś między wersami opisującymi życie Ellie i jej przyjaciół, ucieczki, pogonie i brawurowe akcje autor „przemycił” tak wiele emocji, że aż wylewają się one ze stron, docierając głęboko do serca i umysłu czytelnika. Emocje, obok których nie można przejść obojętnie. Strach, rozpacz i ból, choć dominują w powieści Marsdena, przeplatają się od czasu do czasu z nadzieją, małymi radościami i chwilami szczęścia pozwalając nam wczuć się w sytuację bohaterów tak, jakbyśmy sami byli uczestnikami wydarzeń. Sprzyja temu również pierwszoosobowa narracja prowadzona z perspektywy Ellie, która dokładnie opisuje rozgrywające się w jej otoczeniu wydarzenia, a jeśli przyjaciele dzielą się na kilka grup, o tym, co się z nimi działo dowiadujemy się z ich opowieści. „Jutro” bogate jest również w opisy, dość szczegółowe, jednak nienużące, dzięki którym lepiej poznajemy świat, w jakim przyszło żyć tej małej grupie ludzi.

Więc jeśli jest ktoś, kto jeszcze tego nie czytał, a takich osób z pewnością nie jest wiele, zachęcam do jak najszybszego nadrobienia zaległości. „Jutro” to książka, która zaskakuje, szokuje, wciąga na długie godziny, zapewniając czytelnikowi masę wspaniałej przygody. Śledzenie losów siódemki przyjaciół, którym przyszło zmierzyć się z trudną, nową rzeczywistością jest naprawdę czymś niezwykłym. Tak więc z mojej strony wielkie gratulacje dla autora za to, że udało mu się stworzyć tak niebanalną opowieść, i oczywiście „dziękuję” dla wydawnictwa Znak, które ową książkę wydało. Bo możliwość przeczytania takiej wspaniałej historii chyba nie tylko dla mnie była nie lada przyjemnością. Jeszcze raz gorąco polecam, z pewnością się nie zawiedziecie. Czy chłopak, czy dziewczyna, młodsi, starsi – „Jutro” jest lekturą dla każdego. To nie jest książka. To jest cudo!

[Znak 2011, 272 str.]

5 komentarze:

Ice_Fire pisze...

Czytałam już tę książkę i mi również się podobała. Teraz poluję na drugi tom. :)

podsluch pisze...

Nie czytałem - chcę przeczytać - kasy nie mam żeby kupić na razie:) Ale obiecuje nad sytuacją popracować:)

Dusia pisze...

Jeszcze nie czytałam, ale na półce mam dwa pierwsze tomy. Może przez święta znajdę więcej czasu na lekturę...

Wesołych Świąt :*

Elen pisze...

Kolejna książka, którą muszę przeczytać, lubię taką tematykę ;) Nie chwaliłaś się nakanapie, że masz bloga ! :D Albo to ja nie zauważyłam :D Pozdrowionka :D

Megajra pisze...

Jeszcze jej nie przeczytałam, a nawet nie wypożyczyłam choć widziałam ją kilka razy w bibliotece. Bardzo się zdziwiłam, że ta książka jest z 1993! Myślałam, że to jedna z nowszych książek. ;o
Tą świetną recenzją przekonałaś mnie jeszcze bardziej do tej książki. Podczas następnego wypadu do biblioteki będę musiała ją sobie zamówić. :D

Pozdrawiam :)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]