7 lutego 2011

Invocato. Księga I - Agnieszka Tomaszewska


Samobójcy idą do piekła – tak twierdzą wszyscy. Jednak Agnieszka Tomaszewska do ‘wszystkich’ nie należy i w swojej książce (debiutanckiej zresztą) pokazuje nam coś całkiem innego.

„Kiedy człowiek umiera, po pierwsze traci życie…” pisał Terry Pratchett. Ale czy aby na pewno? Co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem, który decyduje się na zejście z  TEGO świata? Wszystko wskazuje na to, że faktycznie umiera. Lekarze stwierdzają zgon, rodzina organizuje pogrzeb i wkrótce po samobójcy pozostaje jedynie nagrobek… Ale tylko w TYM świecie. Albowiem gdzieś w innym wymiarze, w innej rzeczywistości, istnieje miejsce, do którego trafiają ci, którzy zdecydowali się na opuszczenie szarego ziemskiego grajdołka. Miejsce, w którym znów będą mogli żyć, pod warunkiem, że dopisze im szczęście i specjalne oddziały Miasta Samobójców zdążą uratować ich dusze przed pożarciem przez wiecznie głodne astralnej materii kreatury wszelakiego rodzaju.

Główną bohaterką książki jest Lilith Novak, która pragnie dostać się do Miasta Samobójców, jednak samobójstwo nie wchodzi w grę… Jak więc ma zamiar to zrobić? Tego dowiadujemy się już na samym początku powieści. Na pytanie „po co?” odpowiedź nadejdzie dopiero później, ale warto jest poczekać. Co właściwie Lilith będzie tam robić? Tego już nie zdradzę – trzeba przeczytać ;)

Skoro już jesteśmy przy bohaterach, to należałoby wspomnieć, że wykreowane przez Agnieszkę Tomaszewską postacie są jednym z, bardzo wielu zresztą, plusów „Invocato”. Bo chociaż walczą z potworami a widok tryskającej na wszystkie strony krwi jest dla nich codziennością, nie są oni żadnymi super bohaterami. Każdy z nich oprócz całego zestawu zalet ma również wady, a i nieśmiertelni też (niestety) nie są. Po prostu są to faceci (i dziewczyna) o niepowtarzalnych charakterach i sposobach bycia, którzy od razu zyskują sympatię czytelnika.

Wartka akcja i następujące po sobie, często zaskakujące zdarzenia, sprawiają, że książkę czyta się z prędkością światła (a nawet trochę szybciej ;). Wciągnięty w wir wydarzeń czytelnik nie ma czasu, żeby chociaż pomyśleć „nuda”, a co dopiero takiego uczucia doświadczyć. Cały czas coś się dzieje, fabuła nie zwalnia nawet wtedy, gdy bohaterowie nie walczą z potworami, a zamiast tego urządzają imprezy, chodzą do klubów czy nawet na wycieczki. Nieoczekiwane zwroty akcji utrzymują w niepewności i napięciu do samego końca, a ostatnie strony jednoznacznie wskazują na to, że można spodziewać się jakiegoś ciągu dalszego.

Podsumowując, książka jest naprawdę warta spędzonego nad nią czasu. Kiedy już zagłębiłam się w lekturę, nic ani nikt nie był w stanie mnie od niej oderwać. Strasznie polubiłam głównych bohaterów i żal mi było się z nimi rozstawać. Podtytuł „Księga I” wiele dla mnie znaczy i mam nadzieję, że pani Tomaszewska pozwoli mi jeszcze raz wejść do Miasta Samobójców i poznać kolejne przygody jego mieszkańców.

[Bullet Books, 464 str.]

2 komentarze:

podsluch pisze...

Witam:)
Mam ją w dalekosiężnym planie:) Tym bardziej cieszy, że dobra:)
Pozdrawiam serdecznie!

Lenalee pisze...

Oficjalnie uznaję, że ta książka mnie po prostu prześladuje. :) Widziałam ją raz w bibliotece, ale głupio nie wypożyczyłam i teraz nie mogę jej dorwać, a tutaj same zachęcające recenzje spotykam. :)
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]