27 lutego 2011

Tułacze #1: Odźwierny - Marina i Siergiej Diaczenko



Podobno „magom wszystko wolno”… No bo dlaczego nie..? Są potężni, wykształceni a przede wszystkim znają się na czarach. I nie są to żadne kuglarskie sztuczki typu wyciąganie królika z kapelusza czy monety zza ucha. Oni potrafią rozpalić ognisko bez konieczności krzesania iskier, siłą woli panować nad innymi stworzeniami i zmieniać się w przeróżne rzeczy, jak się okazuje, z lawą włącznie.

Lecz co wtedy, gdy czarodziej utraci swoje magiczne zdolności? Co jeśli nagle z budzącego lęk i szacunek maga przemieni się w zwykłego, prostego człowieka, jednego z tych, których przez cały czas swej świetności miał za zło, które należałoby usunąć z Ziemi dla dobra planety? Bohater „Odźwiernego” miał nieszczęście przekonać się o tym na własnej skórze..

Fabuła powieści Diaczenków toczy się dwutorowo: z jednej  strony mamy potężnego maga Larta Legiara, który wraz ze swoim sługą przemierza świat w poszukiwaniu Trzeciej Siły, z drugiej – Raula Ilmarraniena, który jest… wieszakiem na ubrania. Zaraz, zaraz… Wieszakiem..?! Dokładnie. Z tym że bardziej ‘był’ niż ‘jest’. Akcja „Odźwiernego” rozpoczyna się bowiem w momencie, kiedy Damir dostaje od swego pana dość nietypowe zadanie. Chodzi mianowicie o to, by chłopak w odpowiednim czasie wypowiedział słowa, które napisał mu na kartce Lart. Jakież było zdziwienie służącego, gdy drewniany wieszak na ubrania, stojący od trzech lat w rogu holu, przemienił się w młodego maga! Właśnie tego dnia Marran odzyskał wolność, utraconą przed trzema laty wskutek zakładu z młynarzem, ale zostało mu odebrane coś więcej: miłość i magiczne zdolności.

Tak właściwie nie wiemy nic o tym, co działo się z Raulem, zanim jeszcze został ukarany. Co jakiś czas w powieści pojawiają się retrospekcje, które w pewnym stopniu rysują nam historię czarodzieja, ale są to tylko strzępki większej opowieści i wielu rzeczy trzeba się domyślać. Tak jest zresztą właściwie w całej książce. Autorzy nie podają na talerzu szczegółów, pozwalając czytelnikowi uruchomić wyobraźnię i dopowiedzieć sobie niektóre rzeczy.

Drugim wątkiem powieści, moim zdaniem trochę mniej ważnym, jest podróż Legiara, który razem z Damirem wyrusza na poszukiwanie tajemniczej Trzeciej Siły, którą do tej pory miał za wymysł jakiegoś starego czarodzieja. Zarówno mag jak i cała wędrówka zostały pokazane w bardzo ciekawy sposób. Bo chociaż to Lart jest głównym bohaterem całej tej historii, wydarzenia przedstawione zostały z perspektywy jego służącego. Czarnoksiężnika ukazano jako okrutnego i bezwzględnego człowieka, dla którego liczy się tylko własne dobro, a w ratowaniu świata widzi głównie zyski dla samego siebie. Należy jednak pamiętać, że Damir był sługą maga, więc ocena Legiara nie jest tak do końca obiektywna.

Książka napisana została lekkim językiem, nie znajdziemy w niej jakichś skomplikowanych zwrotów, po których musimy długo zastanawiać się „kurde, co to jest?”. Powieść czyta się więc płynnie, bez konieczności przerywania jej w celu zajrzenia do słownika, jak to z niektórymi książkami bywa. Niektóre wydarzenia zaskakują, inne zachwycają, a tych trochę wrażliwszych niejedno może wzruszyć. Jednak to nie fabuła jest w „Odźwiernym” najważniejsza, a bohaterowie tej wspaniałej opowieści. Może i książka opowiada o magach, czarach i ratowaniu świata, lecz dużo ważniejszy jest tutaj człowiek, lub w tym przypadku czarodziej, jego ambicje, słabości i walka z przeciwnościami losu. Bo chociaż powieść zalicza się do tych fantastycznych, nikt nie jest tu nieśmiertelny, niezwyciężony, każdy ma jakieś swoje wady i to nawet nie dwie czy trzy, a trochę więcej, przez co bohaterowie są nam bliżsi.

„Odźwiernego” chciałabym polecić nie tylko zagorzałym fanom fantastyki, ale również tym, którzy z książkami fantasy dopiero rozpoczynają swoją przygodę. Może się ona spodobać także komuś, kto ze światem magicznym nie miał i nie zamierza mieć do czynienia. Ci pierwsi odnajdą tutaj wspaniale wykreowany i opisany świat, który przypomina bardziej ten oglądany codziennie przez okno lub szyby samochodu, magię i parających się nią ludzi. Tych drugich porwać może opowieść o poszukiwaniu sensu życia, o człowieku i jego słabościach, które należy przezwyciężyć. Ja sama pewnie wrócę do tej książki jeszcze nie raz i mam nadzieję, że kolejna część mnie nie zawiedzie.

[Solaris, 280 str.]

3 komentarze:

Deline pisze...

Czuję, że przez Ciebie stracę wszystkie oszczędności :P Ah, jak ja dawno nie czytałam porządnego fantasy! Trzeba to koniecznie nadrobić!

podsluch pisze...

Mam w ścisłym planie:) Twoja recenzja tylko mnie w tym utwierdziła. Ponoć cała seria jest dobra:)

Maks pisze...

Nie będę ukrywał, że nie słyszałem dotąd o tej powieści i bardzo tego żałuję. Mag bez zdolności magicznych - to jest coś :)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]