12 sierpnia 2012

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Świat nie należy już do nas.
Ludzie w końcu przedobrzyli. Wiadomo, postęp techniczny sam w sobie nie jest zły, często wręcz odwrotnie. Niestety nauka osiąga też niezłe wyniki w konstruowaniu maszyn i przedmiotów, które nie tylko nie ratują ludzkiego życia, a wręcz je odbierają. Taka bomba atomowa na przykład… Wybuch takiego „cudeńka” wywołać może nie małe zamieszanie, a jeśli trafi w niepowołane ręce i, co gorsza, zostanie przez te ręce wykorzystane… Ci, którzy przeżyją sam wybuch, a tych będzie raczej niewielu, zginą wskutek choroby popromiennej, a nasz glob jeszcze długo nie będzie nadawał się do „użytku”. Miejmy nadzieję, że niedane nam będzie doświadczyć czegoś takiego. Dmitry Glukhovsky, autor zza naszej wschodniej granicy, wyobraził sobie, co z tego wszystkiego mogłoby wyniknąć. Niestety, jego wizja nie napawa optymizmem…

Rok 2033, Moskwa. W postapokaliptycznym świecie nie ma już miejsca na przyjemności. Jedyną bitwą, jaką teraz toczą ludzie jest walka o przetrwanie w nowej rzeczywistości. Ci, którzy w czasie wybuchu bomby atomowej mieli szczęście znaleźć się w moskiewskim metrze przeżyli, ale jest ich niewielu. Na tych stacjach podziemnej kolei, które nie uległy zniszczeniu, niedobitki ludzkości starają się przeżyć jak najdłużej i jak najlepiej się da. Tworzą własne, odrębne społeczności, zawierają pakty i wypowiadają wojny, choć te nikomu jeszcze nie wyszły na dobre. Starają się żyć, jak dawniej.
Artem nie pamięta życia sprzed wybuchu; kiedy go uratowano, miał zaledwie pięć lat. Teraz, dobre dwadzieścia lat później, kiedy WOGN – najbardziej wysunięta na północ stacja – już stała się jego domem a mężczyzna, który ocalił mu życie zastępuje mu ojca, chłopak otrzymuje zadanie od nieznajomego, który prosi go o dostarczenie wiadomości do stacji w centrum metra. Artemowi wydaje się, że zadanie nie jest trudne, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, iż ktoś jeszcze wyznaczył mu rolę w swoim planie…
Tak, jesteśmy optymistami, nie chcemy zdychać! Na własnym gównie będziemy hodować grzybki, a świnia zostanie nowym najlepszym przyjacielem człowieka, można powiedzieć wspólnikiem w przeżyciu… Z apetycznym chrzęstem będziemy żreć multiwitaminy, których całe tony przygotowali nasi troskliwi przodkowie. Będziemy lękliwie wypełzać na powierzchnię, żeby szybko złapać jeszcze jeden kanister benzyny, jeszcze kilka czyichś łachów, a jak będziemy mieli dużo szczęścia – jeszcze jedną garść nabojów (…) jak złodzieje(…).
„Metro 2033” to niezwykła książka. Już po kilku stronach wiadomo, że autor w swoje dzieło włożył niemało serca i przedstawiając nam swoją wizję postnuklearnego świata, zmusza nas do zastanowienia się, jak prawdopodobne może być to, co przecież jest tylko wytworem wyobraźni Glukhovsky’ego. Wybuch bomby atomowej, ostatni na świecie ludzie gnieżdżący się na stacjach moskiewskiego metra, a nad nimi piekło. Ruiny niegdyś pięknych budynków, posępne kikuty wielopiętrowych wieżowców, przeorane lejami po pociskach ulice, ogrody i parki teraz wzięli w posiadanie nowi właściciele, których po kilku pokoleniach z pomocą promieniowania Matka Natura przemieniła w mutanty, nieledwie już przypominające stworzenia, którymi były kiedyś. Nic dziwnego, że tylko nieliczni mieszkańcy metra, zwani przez pozostałych stalkerami, odważają się tam wypuścić.
Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.
Autor nie skąpi nam opisów zarówno samego podziemnego światka, jak i życia mieszkańców poszczególnych stacji, które, delikatnie rzecz ujmując, proste nie jest. Choć ludzie mają gdzie spać i co jeść, cały czas żyją w strachu przed nieznanym, szczególnie w tych częściach tuneli, w których dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy. I mimo że wydaje się, iż bez tych opisów książka byłaby pewnie i o połowę krótsza, autor opisuje wszystko w taki sposób, że nawet o pracy w zakładzie produkującym herbatę chce się czytać. Dużo uwagi poświęcone zostaje też rozmyślaniom głównego bohatera, który nieustannie zastanawia się nad tym, czy w ogóle jest sens walczyć i czy kiedyś świat znów będzie należał do ludzi, lecz to wydaje się być niezbyt prawdopodobne. Dzięki temu, że autor posługuje się prostym, plastycznym językiem, książkę czyta się dość łatwo, choć niektóre fragmenty wymagają dłuższego zastanowienia się, i widać, że Glukhovsky nie wciska tych licznych słów na chama, przedstawiając nam podziemne życie ze wszystkimi, nierzadko bardzo ciekawymi, szczegółami. Trudno też stwierdzić, żeby akcja gnała do przodu na złamanie karku, ale to wcale nie oznacza, że w książce nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Najważniejsze wydarzenia przeplatane są chwilami spokoju, ale i te mają tu swoją rolę, nie wydają się niepotrzebne.
Tamte czasy minęły bezpowrotnie. Tamten czarodziejski, przepiękny świat umarł. Już go nie ma. I nie można po nim płakać do końca życia. Trzeba splunąć na jego grób i nigdy więcej nie odwracać się za siebie.
„Metro 2033” to z pewnością książka wprost idealna dla tych, którzy lubią postapokaliptyczne klimaty, nie przerażają ich dość sugestywne mimo wszystko opisy i po prostu lubią dobrze się bawić. Powieść niesamowicie wciąga w swój świat i aż trudno uwierzyć, kiedy się kończy. Właśnie na coś takiego liczyłam, po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii i niesamowicie się cieszę, że opowieść o przygodach Artema ma jeszcze kontynuację. Jeśli sądzicie, ze to książka dla was – sięgajcie śmiało! Ja nie żałuję, a wręcz przeciwnie… Niech no tylko dopadnę drugi tom…

[Insignis Media 2010, 590 str.]

9 komentarze:

Dada pisze...

Drugi podobno słabszy, aczkolwiek nie było mi dane czytać ani pierwszego... trzeba będzie nadrobić zaległości a najbliższym czasie, czyli pewnie koło Bożego narodzenia ^^

Alisza pisze...

Mam kupioną ta książkę. Czeka na swoją kolej.
Świetna recenzja!
Pozdrawiam.

AnnieK pisze...

Coś idealnego dla mnie.

Piotrek pisze...

Kupiłem Metro 2033 bratu na Święta. Przeczytałbym, gdyby nie to, że jej nie skończył, ba, nawet nie zaczął. A jakoś nie wypada czytać podarowanego prezentu jako pierwszy, jeszcze zostanę posądzony, że tak naprawdę kupiłem dla siebie te książkę :p

zaczarowana pisze...

Czuje, że to coś dla mnie.
Rozejrzę się za nią i zobaczymy;)
Pozdrawiam!

Monika Gagat pisze...

Wiele słyszałam o tej powieści i od dawna mam w planach :)
zapraszam do mnie :
http://ksiazka-na-kazdy-dzien.blogspot.com/

Sol pisze...

O tak! Już od dawna mam na nią wielką ochotę, kiedy to mój znajomy mi o niej wspominał i zachwalał :D

Wakacyjna pisze...

Chyba jednak się skuszę ;)

Avenix pisze...

Hej :3 Mam na oku tę książkę już od dłuższego czasu :] Muszę wreszcie ją kupić bo jest warta przeczytania! Recenzujesz bardzo ciekawe książki. Tę, albo "W otchłani". Zaraz przejrzę resztę recenzji :p Dodaję do obserwowanych.
Przy okazji serdecznie zapraszam do mnie.

Pozdrawiam!

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]