Kruk, na skrzydłach z rubinu niesiony, między światami brzmi umarłych muzyka, siły jeszcze nie poznał i nie zna też ceny, moc głowę podnosi i krąg się zamyka.Niemiecka pisarka Kerstin Gier dobrze widziała, co robi, pisząc „Trylogię Czasu”. Ta seria podbiła nie tylko serca jej rodzimych czytelników, ale także nastolatków chyba na całym świecie, w tym w Polsce. Ale nic dziwnego, historie o podróżach w czasie zawsze dobrze się sprzedawały, a jeśli dołoży się do tego jakiś ciekawy poboczny wątek i maleńki romans, i w dodatku świetnie się to wszystko poskłada razem i opisze, to sukces mamy gwarantowany. Historia szesnastoletniej Gwen, która z dnia na dzień staje się podróżniczką w czasie doczeka się nawet adaptacji filmowej. No, ale czemu by nie? Należy jej się. Dzięki Kerstin Gier niemało osób mogło spędzić fajnie kilka godzin a dość duże grono nastolatek zyskało nowego idola w postaci Gideona. I jak „Czerwień Rubinu” była bardzo dobra, tak „Błękit Szafiru”…
Świat Gwendolyn stanął na głowie. Jeszcze parę dni temu była
zwykła dziewczyną, posiadającą najlepszą przyjaciółkę, normalne życie, masę
problemów i przede wszystkim święty spokój. Niestety, w myśl zasady „nic nie
może przecież wiecznie trwać”, wszystko musiało się zmienić i kiedy Gwen
zaczęła w niekontrolowany sposób przenosić się w czasie, było wiadome, że nic
już nie będzie tak, jak kiedyś. A pojawienie się w jej życiu Gideona wcale
sprawy nie ułatwiło.
Strażnicy nadal dążą do zamknięcia kręgu w chronografie i do zakończenia misji brakuje im już tylko krwi Lucy i Paula, którzy z drugim urządzeniem ukryli się gdzieś w przeszłości i uznani zostali za zdrajców. Nikt nie wie, dlaczego to zrobili, a oprócz nich jedynie Gwen wydaje się być nieprzekonana do planu hrabiego de Saint Germain i zamknięcia kręgu, a sama postać hrabiego budzi w niej strach. Wraz z Gideonem ponownie udaje się w przeszłość, by odszukać tego, kto zdradził Strażników nieświadoma tego, że obydwoje znajdują się w poważnym niebezpieczeństwie.
Strażnicy nadal dążą do zamknięcia kręgu w chronografie i do zakończenia misji brakuje im już tylko krwi Lucy i Paula, którzy z drugim urządzeniem ukryli się gdzieś w przeszłości i uznani zostali za zdrajców. Nikt nie wie, dlaczego to zrobili, a oprócz nich jedynie Gwen wydaje się być nieprzekonana do planu hrabiego de Saint Germain i zamknięcia kręgu, a sama postać hrabiego budzi w niej strach. Wraz z Gideonem ponownie udaje się w przeszłość, by odszukać tego, kto zdradził Strażników nieświadoma tego, że obydwoje znajdują się w poważnym niebezpieczeństwie.
Choć „Czerwień Rubinu” nie rzuciła mnie na kolana, nie
sprawiła, że nie mogłam spać i jeść, to jednak tak bardzo pozytywnie zaskoczyła,
że po prostu nie mogłam nie sięgnąć po „Błękit Szafiru”. I wiecie co? Jest
jeszcze lepiej! Tajemnice, które pojawiły się w poprzednim tomie tylko
częściowo zostały rozwiązane i pojawiły się nowe zagadki, akcja nabrała tempa a
i cała historia wydała się być, no nie wiem, ciekawsza, po prostu, choć dziwnie
to może brzmieć, skoro to tylko kontynuacja. Nadal zabrakło mi czegoś, co
kazałoby mi wznosić do nieba oczy i piać z zachwytu, ale było już bardzo
blisko. Pojawiły się też nowe postaci, za co autorce chwała, szczególnie za
pewnego nieco irytującego, ale i zabawnego gargulca, który, wybacz, o,
Gideonie!, stał się zdecydowanie jedną z moich najulubieńszych postaci „Błękitu
Szafiru” i serii w ogóle.
Skoro jesteśmy przy bohaterach: nawet mój wymyślony
przyjaciel nie jest tak żywy i naturalny. (Nie, żebym miała wymyślonego
przyjaciela, wy nic nie wiecie. :P) Naprawdę. Kerstin Gier stworzyła postaci
tak autentyczne, że momentami aż wyłaziły z kartek powieści, i czasem
przemierzały te wielkie puste przestrzenie w mojej głowie myśli, że, kurde, ta
autorka to chyba zna ich wszystkich osobiście. Nie wiem, może to tylko moje
wrażenia a może moje lekarstwa. I choć Gwen czasem sprawiała wrażenie nieco
niedojrzałej a Gideon doprowadzał do szewskiej pasji swoim zachowaniem (i nie
chodzi mi tu tylko o „sami-wiecie-co”) to jednak autorka stworzyła niezłą parkę
protagonistów, których, trochę mniej lub bardziej, po prostu się lubi. Moimi
faworytami pozostają jednak nieco szalona Leslie i wspomniany wcześniej
Xemerius – określający siebie mianem demona duch, który przyczepił się do
Gwendolyn jak rzep do psiego ogona i za nic nie zamierza się od niej odczepić. Na
całe szczęście czasem się do czegoś przydaje.
„Błękit Szafiru” to naprawdę bardzo udana kontynuacja
pierwszej części trylogii. Kerstin Gier (a może sama książka) nic sobie nie
zrobiła z niepisanego prawa twierdzącego, że środkowy tom trylogii jest najgorszy.
Wręcz przeciwnie! Autorka oddała w ręce niecierpliwego czytelnika powieść
ciekawszą, bardziej dynamiczną i pełną humoru, która bez problemu zaspokoi
wymagania tego, kto miał przyjemność czytać część pierwszą i napalić się na
„Błękit Szafiru”, i teraz drży z niecierpliwości, cóż to będzie dalej. A dalej
ma być podobno jeszcze lepiej.
Z pewnością nie jest to książka idealna, ale tak czy owak,
strasznie cieszę się, że w końcu zabrałam się za tę serię. Wiadomo, współczesna
młodzież nie ma jakichś specjalnie wysokich wymagań, ale też ile można czytać
książek poruszających ważne, skomplikowane tematy, które czyta się, choć z
ciekawością, to jednak nie tak przyjemnie jak powieści typu „Czerwień Rubinu”
czy „Błękit Szafiru”. Choć było bardzo dobrze, mogło być jeszcze lepiej, tylko
nie pytajcie, co ja bym poprawiła, bo nie poprawiłabym nic. Powieści do bólu
idealne po prostu nie istnieją i może niech tak zostanie. A „Błękit Szafiru”
jak najbardziej polecam. Szczególnie, jeśli komuś pierwszy tom się spodobał, bo
ten spodoba mu się tym bardziej. Jeśli ktoś jeszcze „Czerwieni Rubinu” nie zna,
no cóż… Niech spróbuje sięgnąć, bo warto. Mimo wszystko.
[Egmont 2011, 360 str.]
8 komentarze:
Pokochałam tę trylogię.
Trylogia również ciekawa dla starszych czytelników :)
A mnie ta trylogia nie interesuje ^^'
Ta seria jeszcze prze de mną.:)
Całą trylogię mam za sobą i zapewne jeszcze nie raz do niej wrócę. A w tym czasie zachwycam się okładkami książek, które niezmiernie cieszą moje oczy :D
racja, ksiażka nieidealna, jednak mnie również się spodobała :) Jak dla mnie ta część jest najlepsza z całej serii :)
Niestety jeszcze nie mialem okazji przeczytac tej trylogii, a chcialbym, wiec musze to kiedys nadrobic :)
Pozdrawiam!
Jak dla mnie cała seria jest wspaniała :)
Prześlij komentarz
Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]