17 lutego 2013

Chemiczne Światy #1: Atrofia - Lauren DeStefano

XXI wiek to już właściwie stare dzieje. Naukowcy dawno wynaleźli lekarstwo na raka, nikt nie choruje, kolejną wojnę światową przetrwała jedynie Ameryka a społeczeństwo dążące do całkowitej idealizacji człowieka, zamieniło zwykłe, biologiczne rozmnażanie się na produkcję idealnych embrionów, które później miały stawać się idealnymi ludźmi. Jednak wszystko wymknęło się spod kontroli i teraz nie wiedzieć czemu, kobiety umierają jako dwudziestolatki a mężczyźni czasem dożywają dwudziestych piątych urodzin. Powstały więc specjalne organizacje, które zajmują się wyłapywaniem najbardziej atrakcyjnych dziewcząt i sprzedawaniem ich bogatym obywatelom, by jako ich żony rodziły im potomków. Rhine wraz z dwoma innymi dziewczynami trafia do domu Lindena, gdzie wkrótce zostają mu zaślubione i żyją odizolowane na jednym z pięter okazałego domu. Choć Cecily i Jenna jakoś przyzwyczajają się do niewoli, Rhine nie przestaje myśleć o ucieczce i odnalezieniu brata, od którego ją zabrano. Tylko czy uda jej się w ogóle wyjść poza mury rezydencji?


„Atrofia” to kolejna antyutopia na polskim rynku i kolejna przerażająca wizja przyszłości, w dodatku jedna z tych najbardziej prawdopodobnych, bazująca nieco na „Nowym wspaniałym świecie” Huxleya. Eksperymenty genetyczne, produkowanie zarodków bez skazy, wreszcie wyniszczenie społeczeństwa przez tajemniczą przypadłość nie są niczym niemożliwym do osiągnięcia, nie jest żadną tajemnicą fakt, że ludzie już teraz zastanawiają się nad sztucznym tworzeniem dzieci takich, jakie wymarzyliby sobie rodzice. Naukowcy szukają lekarstwa, które pomogłoby choć przedłużyć życie chorym, ale bezskutecznie. Kolejni ludzi umierają i nikt nie może nic na to poradzić. I Rhine, główna, zaledwie szesnastoletnia, bohaterka pierwszej części „Chemicznych światów” ma pecha w tym świecie żyć. I nie jest jej łatwo. Od kilku lat, kiedy to zginęli jej rodzice, wraz z bratem bliźniakiem próbuje przeżyć w niegościnnym mieście i przede wszystkim nie dać się złapać i sprzedać jakiemuś bogatemu mężczyźnie. Kiedy wraz z trzynasto- i dziewiętnastolatką trafia pod dach Lindena, jej największym marzeniem staje się jak najszybsze opuszczenie rezydencji. I nic dziwnego. 

Lauren DeStefano przedstawia czytelnikowi swoje wyobrażenie przyszłości, które wręcz przeraża. Dziewczyny porywane, zmuszane do wychodzenia za mąż i rodzenia dzieci, często zamykane w specjalnych szkołach dla żon. Ludzie umierający zbyt młodo. Tajemnicze eksperymenty przeprowadzane na ludziach, mające pomóc znaleźć lekarstwo. Cała ta historia zostaje nam pokazana z perspektywy Rhine, która przedstawia nam wszystko z godną podziwu dokładnością, zwracając uwagę na ważne dla niej detale, zaznajamiając czytelnika z miejscem, w którym przyszło jej żyć i dziewczynami, które wraz z nią trafiły w niewolę. Trzynastoletnia Cecily zdaje się być niezwykle podekscytowania perspektywą wyjścia za Lindena i urodzenia mu dziecka, cały czas domaga się jego uwagi, zachowuje się, powiedzmy to dosadnie, jak rozkapryszony bachor, na którego wezwanie ma stawiać się cała służba. Natomiast starsza od Rhine Jenna odcina się od tego wszystkiego, zdaje sobie sprawę z tego, że nie pozostało jej już wiele życia i robi wszystko, by unikać Lindena i małżeńskich obowiązków. Jest obecna ciałem, ale nie duchem.

Główna bohaterka jest zdecydowanie postacią, która wzbudza najcieplejsze uczucia. Nieco wystraszona sytuacją, w jakiej się znalazła, ale jednocześnie odważna i zdeterminowana, cały czas ma nadzieję na to, że kiedyś uda jej się znów prowadzić normalne życie. Sam Zarządca jest człowiekiem, co do którego miałam mieszane odczucia. Z jednej strony czytelnik powinien mu współczuć sytuacji, w jakiej się znalazł: trzymany przez ojca pod kloszem, nie ma pojęcia, jak wygląda rzeczywistość, ale z drugiej – mężczyzna nie widzi nic złego w tym, że trzy dziewczyny zostały siłą zmuszone do poślubienia go a trzynastoletnie właściwie jeszcze dziecko urodzi mu potomka.

„Atrofia” to zdecydowanie powieść z rodzaju tych, które pamięta się jeszcze długo po ich odłożeniu. Nawet po tygodniu czy dwóch od zakończenia lektury chodzi mi po głowie opowieść o życiu Rhine, nadal przedstawiona w książce wizja świata przeraża i wciąż wydaje się być aż za bardzo realistyczna i prawdopodobna. Lauren DeStefano posługuje się prostym, ale bardzo obrazowym i sugestywnym językiem, potrafi budować napięcie i wciągnąć czytelnika w stworzony przez siebie świat, ponadto nie raz, nie dwa zaskakuje niespodziewanymi wydarzeniami i zwrotami akcji. Choć niektórym być może przejadły się już tego typu książki, myślę, że dla „Atrofii” warto jednak zrobić wyjątek. Ta powieść zaskakuje, szokuje i w jakiś sposób skłania do pomyślenia o tym, co się teraz na świecie dzieje. Szkoda tylko, że jak na razie nie ukazała się u nas jeszcze druga część serii, bo już mnie skręca z ciekawości, cóż to wydarzyło się później…

[Prószyński i S-ka 2011, 320 str.]

11 komentarze:

Bezimienna pisze...

Chętnie sięgnę. Wszyscy wysoko oceniają tę książkę, więc dlaczego nie.
Kolejnym plusem jest okładka. Strasznie mi się podoba :)

Gosiarella pisze...

Bardzo bym chciała aby wydali kontynuacje. Książka oczywiście cudna!

Marcepankowa pisze...

Ta książka bardzo mi się podobała, więc naprawdę chciałabym, żeby wydali kontynuację. Niestety, słyszałam,że nie mają takich planów :/

Kadzia pisze...

Nie wiem co będzie z kontynuacją, więc to główny powód, dla którego za książkę się nie zabiorę. Nie lubię zaczynać dobrych serii i oczekiwać Bóg wie ile na kolejną część. Niemniej lekturą jestem zainteresowana.

Lenalee pisze...

Uwielbiam tę książkę i bardzo bym chciała, żeby wydawnictwo postanowiło kontynuować tę serię. :)

BlueRose pisze...

Wizja stworzona przez autorkę rzeczywiście przeraża. Pamiętam, że pomysł na fabułę przypadł mi do gustu, ale samą powieść uważam za średnią. Po kontynuację raczej nie sięgnę :)

zaczarowana pisze...

Jedna z moich ulubionych książek;) Z niecierpliwością czekam aż pojawią się u nas następne tomy.

Tala pisze...

Jestem bardzo ciekawa tej książki. Jednak ciągle odwlekam w czasie zabranie się za nią, szczególnie teraz gdy nie wiadomo czy kolejne tomy w ogóle pojawią się na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Po co rozpoczynać serię, skoro można nie mieć możliwości jej ukończenia.

Panna swawolna pisze...

Trochę mnie przeraża, że wydawnictwo nie wyda kontynuacji, ale i tak przeczytam, bo książka zbiera same pozytywne recenzje. Lubię taką tematykę.

Sol pisze...

Och posiadam ksiażkę i jak czytam Twoją recenzję, to cieszę się, że mam ją w swoich zbiorach ;)

Fuzja pisze...

Książka naprawdę robi bardzo dobre wrażenie, świat przedstawiony w niej także, choć nie jest kolorowy i wesoły. Ciężko jest sobie wyobrazić takie życie jakie opisuje Rhine. Rzeczywiście bohaterka jest bardzo sympatyczna i wzbudza ciepłe uczucia, tym bardziej czytelnik jest w stanie jej wspołczuć. Również czekam na kolejne tomy!!
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]