14 lipca 2012

Przygranicze #3: Czarne sny, część II - Paweł Kornew

Być może to jeszcze nie piekło, ale na pewno jego przedsionek.

Przy okazji niedawnego dzielenia się wrażeniami z lektury pierwszej części „Czarnych snów” narzekałam, że muszę znów czekać na ciąg dalszy. Nastąpił on jednak nieco szybciej niż się spodziewałam, na szczęście, i ponownie udałam się w podróż do Przygranicza. Oj, wiele można o tym zakątku powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest tu miło i sympatycznie. Paweł Kornew stworzył świat, choć bardzo przypominający ten nasz, jednocześnie różniący się od niego; zarazem interesujący i śmiertelnie niebezpieczny, z wręcz zapierającymi dech w piersiach zimowymi krajobrazami, jednak spod puszystego śniegu może nagle wyskoczyć jakieś „niewiadomoco” i nieuważnego podróżnika potraktować jak lunch… A ja, jakoś tak dziwnie, lubię tam wracać…

Bo tu jest Przygranicze, nie internat dla grzecznych panienek. Jeszcze niedawno liczyło się tylko przetrwanie, teraz ludzie skoczyli sobie do gardeł w walce o władzę.
A miał być tak pięknie… Sopel miał wrócić tu tylko na chwilę, ale coś nie wyszło. A w Forcie, głównym mieście Przygranicza, wrze. Odmieńcy zaczynają się buntować. Ktoś zabija mutanty, wyrywa im kręgosłupy a z nich produkuje eliksiry, pozwalające zwykłym ludziom stać się potężnymi magami. „Magister”, który pomagał zwiększyć magiczne moce został „podrasowany”, a wszystkich, którzy mieli jakikolwiek kontakt z producentami, ucisza się na zawsze. I gdzieś między tym wszystkim plącze się nasz Śliski, który po drodze musi jeszcze odnaleźć pewien magiczny artefakt, a im szybciej tym lepiej. Dla niego.
O co tu biega, chciałbym wiedzieć. Na tym świecie nic nie jest za darmo, za wszystko trzeba zapłacić. Nie do wiary, abym miał po prostu takie szczęście. A jeśli tak, to całkiem do dupy. Szczęście to kapryśne stworzenie i w każdej chwili może pomachać rączką na pożegnanie.
No cóż, niewiele mogę napisać o tej książce, czego nie napisałam jeszcze o innych. Paweł Kornew po raz kolejny pokazuje, że nie jest jakimś tam bardzo przeciętnym czy początkującym autorem, a kimś, kto z pewnością zasługuje na uznanie i słowa podziwu. Kolejne przygody Sopla znów przedstawione zostały w sposób ciekawy i, trzeba to przyznać, bardzo realistyczny, tak by czytelnik nawet przez chwilę nie odczuł, że to wszystko jest tylko wytworem wyobraźni pisarza, który po raz kolejny serwuje nam rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. I niech nikogo nie zwiedzie ta pozorna prostota fabuły. Kornew cały czas kluczy gdzieś pomiędzy faktami i podejrzeniami, raczy czytelnika pozornymi wskazówkami i kiedy wydaje mu się, że już, już wie, kto jest mordercą, autor za pomocą kilku nagłych zwrotów akcji i kolejnych faktów pokazuje mu, że po raz kolejny się pomylił, że znów wpadł w zastawioną na niego pułapkę. Dobrym rozwiązaniem jest też to, że czytelnik niczego nie dowiaduje się przed głównym bohaterem, a raczej towarzyszy mu w czasie poszukiwania wskazówek dotyczących mordercy uzbrojony w jedynie kilka raczej niepozornych wiadomości, które mogłyby przydać się Soplowi, a o których ten albo zapomniał, albo nie zwrócił na nie uwagi.
Sopel. Dla przyjaciół Śliski. Dla reszty wyjątkowo szorstki. Takiego, jeśli już się czepiać, to od razu walić z pełnej garści.
O postaci głównego bohatera też nie można powiedzieć właściwie nic nowego. Sopel nadal jest facetem, który nie daje sobie w kaszę dmuchać, jeśli trzeba potrafi, porządnie przywalić i jeśli ktoś ma wobec niego złe zamiary, powinien najpierw dwa razy zastanowić się, zanim podejmie się jakiejkolwiek próby unieszkodliwienia Śliskiego, bo ten, jeśli już zejdzie z tego świata, to na pewno w towarzystwie kilku wrogów. I jak zwykle ma kłopoty, ale do tych chyba już się przyzwyczaił. Autor bardzo realnie ukazał czytelnikowi sylwetkę zarówno głównego bohatera, jak i tych pobocznych. Właściwie wszystko tu zostało opisane bardzo precyzyjnie i realistycznie, co razem z prostym, obrazowym językiem, jakim posługuje się autor, pozwala na jeszcze lepsze zgłębienie historii Śliskiego.

Druga część „Czarnych snów” trzyma poziom poprzednich części i aż żal myśleć o tym, że to już przedostatnie spotkanie z Soplem. Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy, z pewnością nie trzeba go namawiać i bez tego sięgnie i po tę część. Natomiast jeśli ktoś jeszcze nie zna tej serii, to cóż… Na pewno nie są to książki dla każdego, bo ten realizm, jaki serwuje nam Kornew dotyczy również wszelkiego rodzaju scen przemocy, a to nie każdemu może się spodobać. Jeśli jednak ktoś nie stroni od tego typu książek, sięgnięcie po tę serię może być dobrym pomysłem.

[Fabryka Słów 2012, 380 str.]

4 komentarze:

Tirindeth pisze...

O kurcze, już same te cytaty wywołują ciarki! Bardzo chętnie zapoznam się z tą książką, ale najpierw muszę sięgnąć po jedynkę.

santana pisze...

Piękny szablon! Może się skuszę.:)

Upadły anioł pisze...

JAKOŚ NIE NABRAŁAM OCHOTY NA CYKL :)

little.decoy7 pisze...

Już zarezerwowałam pierwszy tom w bibliotece.
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]