10 września 2012

Żelazny Dwór #2: Żelazna córka - Julie Kagawa


Magiczne krainy i mieszkające w nich niezwykłe stworzenia zachwyciły już na pewno niejednego czytelnika i mimo tego, że i ten pomysł wydawał się już wyeksploatowany do granic możliwości, okazuje się, że jednak niekoniecznie. Julie Kagawa w swojej serii stworzyła całkiem inny świat i nową rasę elfów, która lepiej przystosowała się do współczesnego świata. A co za tym idzie, zwiększyło się jej pole do popisu. „Żelazna córka” to bezpośrednia kontynuacja „Żelaznego Króla” i akcja zaczyna rozgrywać się w momencie, w którym zakończyła się pierwsza część, dzięki czemu nic nie przegapimy. I całe szczęście, bo w tej książce dzieje się sporo więcej niż w poprzedniej części i szkoda byłoby coś ominąć.

Żelazny Król został zabity, Ash dotrzymał swojej części umowy, więc i Meghan jest do tego zobowiązana. Wyrusza więc wraz z zimowym księciem na dwór królowej Mab, która od samego początku nie była przychylnie nastawiona do dziewczyny. W Zimowym Dworze trwają przygotowania do uroczystości przejęcia od Lata Berła Pór Roku, by w Nigdynigdy mogła zapanować zima. Niestety, tuż po przekazaniu artefaktu Berło zostaje skradzione, a najstarszy syn Mab zabity przez żelazne stworzenia, w których istnienie właściwie nikt nie chce uwierzyć. Teraz Meghan, wraz z księciem Ashem i zdrowym już Robinem Koleżką wyruszają w kolejną podróż, aby znaleźć berło i powstrzymać samozwańczego króla żelaznych istot przed przejęciem władzy nad Nigdynigdy. W dodatku muszą zdążyć przed wojną, którą Zimowy Dwór wypowiedział dworowi Oberona, nim mieszkańcy magicznej krainy wybiją się nawzajem.

Po przeczytaniu „Żelaznego Króla” miałam wobec drugiego tomu bardzo duże oczekiwania, chciałam więcej akcji, więcej zaskoczeń i więcej Robina Koleżki. I udało się! Julie Kagawa moje życzenia spełniła i znów pokazała, jak interesująca może być historia odbiegająca od popularnych ostatnio schematów, udowodniła, że jej potencjał nie wyczerpał się po jednym tomie przygód Meghan i znów razem z główną bohaterką mogłam wziąć udział w niezwykłej przygodzie. I choć w pierwszej części coś zgrzytało, coś mi nie pasowało, „Żelazna córka” była lekturą już dużo lepszą, w dodatku równie ciekawą i wciągającą jak jej poprzedniczka. Dzięki temu, że autorka posługuje się plastyczny, nieskomplikowanym językiem, książkę czyta się łatwo, szybko i, co najważniejsze, przyjemnie. Julie Kagawa nie skąpi nam opisów otoczenia, ale też nie przesadza, by nie zanudzić czytelnika przydługimi wywodami na temat rosnących w Nigdynigdy drzew.
- Ależ jestem pokręcona – wyszeptałam, padając na łóżko. Pęknięcia w suficie uśmiechnęły się do mnie szyderczo. – Co ja mam zrobić? – jęknęłam.
- Najlepiej rozpaczać w ciszy, żebym mógł zasnąć.
Oprócz stworzonego przez autorkę magicznego świata Nigdynigdy, zamieszkiwanego przez elfy, gnomy, trolle, chochliki i kelpie, uwagę przyciągają nietuzinkowi bohaterowie. Rudowłosy, wiecznie uśmiechnięty Puk, dla którego cała ta wyprawa w poszukiwaniu berła nie jest niczym więcej jak przednią rozrywką. Mroczny Ash, momentami zimniejszy niż kraina, z której pochodzi i okazujący mniej więcej tyle samo uczuć co lodowa rzeźba. No i oczywiście Meghan, bezsprzecznie odważna, zdolna do poświęceń nastolatka, która w powieści gra pierwsze skrzypce, po uszy zakochana w chłopaku, który teoretycznie jest jej największym wrogiem. Interesującym bohaterem jest również Grimalkin – ciągle znikający niewiadomo gdzie, na szczęście pojawiający się w odpowiednich momentach, tajemniczy zwierz, który niejednokrotnie pomógł trójce głównych bohaterów wydostać się z kłopotów, znający odpowiedź na wszystkie pytania, która niezmiennie brzmi: „Jestem kotem”. Do tej wielobarwnej (w przenośni i dosłownie) grupy nietrudno zapałać sympatią, a dzięki temu, że postacie zostały wykreowane bardzo naturalne, książki długo nie można zapomnieć.

Jeśli ktoś przeczytał „Żelaznego Króla”, a ma przed sobą jeszcze tę część, z pewnością będzie miło zaskoczony. Ta powieść jest jeszcze lepsza niż jej poprzedniczka i wszystko wskazuje na to, że kolejna część będzie jeszcze ciekawsza. Zdecydowanie polecam tę książkę szczególnie tym, którzy lubią takie magiczne opowieści, którzy choć na chwilę chcieliby poczuć się jak Alicja w Krainie Czarów razem w fantastycznymi bohaterami spędzić miło kilka godzin w magicznym świecie, jakim jest Nigdynigdy. Teraz z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!

[Amber 2012, 335 str.]

4 komentarze:

AnnieK pisze...

To już nie mogę się doczekać kiedy ją przeczytam

Sol pisze...

Ah uwielbiam całą serię... Zakończenie tej książki zbiło mnie z tropu... nie mogę się doczekać kontynuacji ;D

Sheti pisze...

Aaaa! uwielbiam! Team Grim! :D

Marcepankowa pisze...

Ja też czekam na kolejne części :D

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]