26 czerwca 2012

Pałac Północy - Carlos Ruiz Zafón


Zafón tu, Zafón tam… Wszędzie o nim głośno, wszyscy go znają… Do niedawna należałam do grona osób, które to nazwisko kojarzą, ale z książkami już gorzej. A potem przeczytałam „Księcia Mgły”, poczułam się zaskoczona i od razu wiedziałam: to jest to! Po tamtej powieści przyszedł czas na kolejną – „Pałac Północy”. Jak wynika z notki zamieszczonej przez samego autora, jest to druga w kolei napisana przez niego powieść, która jednak, wraz z „Księciem Mgły” i „Światłami września”, na polskim rynku ukazała się stosunkowo niedawno. A tej książce postawiłam poprzeczkę dość wysoko. Poprzednia bardzo mi się spodobała, a choć było tam kilka niedociągnięć, nie zraziłam się i z zapałem przystąpiłam do czytania „Pałacu Północy”. Trudno stwierdzić czy jest lepiej, ale na pewno jest dobrze. Bardzo dobrze.

Życie, mój synu, to jakby pierwsza rozgrywana przez ciebie partia szachów. Kiedy zaczynasz rozumieć, o co w tej grze chodzi, okazuje się, że już przegrałeś.
Kalkuta, maj 1932 roku. Ben niedługo skończy szesnaście lat, a wiec będzie zmuszony opuścić sierociniec  St.Patrick’s, w którym wychowywał się właściwie od urodzenia. Znalazł tu jednak przyjaciół, którzy stali się dla niego rodziną. Pewnego dnia Ben, Isobel, Ian, Seth, Michael, Roshan i Siraj postanawiają założyć tajny klub – Chowbar Society – którego założeniem jest wzajemna, bezwarunkowa pomoc sobie i dzielenie się wszelkimi zdobytymi informacjami, które mogłyby pomóc im w nowym życiu. Siedzibą klubu staje się tytułowy Pałac Północy – położony niedaleko sierocińca, na wpół zrujnowany budynek, mający jednak swój urok. Jednak w dzień pożegnalnego przyjęcia do sierocińca wraz z wnuczką przybywa starsza kobieta, która przekonuje właściciela przytułku, iż życie Bena jest zagrożone. Do Thomasa Cartera powraca wspomnienie sprzed szesnastu lat, a Ben, jego przyjaciele i nowo poznana Sheere rzeczywiście znajdują się w niebezpieczeństwie, które przybywa do nich gdzieś z odmętów przeszłości…
Dorosłość nie jest niczym więcej niż tylko odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą.
Historia tylko na pierwszy rzut oka jest niezbyt skomplikowana. Po pewnym czasie okazuje się bowiem, że tajemnicze zniszczenie pociągu i nowo wybudowanego dworca, jeszcze bardziej tajemniczy morderca w czerni, kilka podejrzanych postaci i niedające się z niczym połączyć fakty dość mocno utrudnią grupie przyjaciół dążenie do celu. W książce naprawdę dużo się dzieje. Akcja może i nie pędzi do przodu na złamanie karku, ale na tyle szybko, by nie pozwolić czytelnikowi choć na chwilę nudy. Autor z powodzeniem wciąga nas w wir przygody, w której możemy uczestniczyć wraz z Benem i jego towarzyszami. Na każdym kroku mamy do czynienia z zagadkami, niedopowiedzeniami i niejasnościami, które, wbrew pozorom, jeszcze umilają lekturę, utrudniając przewidzenie, co się za chwilę wydarzy. Dodatkowo jest kilka momentów, w których okazuje się, że duża część tego, czego dowiedzieliśmy się niedawno, czasem w stu procentach, czasem tylko we fragmentach, jest kłamstwem. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko dowiedzenie się, która postać wpuściła nas w maliny.
Tylko głupcy nie potrafią docenić, kiedy szczęście się do nich uśmiecha
A postaci jest wiele. Każda inna, dokładnie opisana, dzięki czemu łatwiej jest się do nich przywiązać czy też wręcz przeciwnie. W większości jednak wywołują one u czytelnika pozytywne odczucia i nietrudno jest je polubić. Autor każdemu bohaterowi, nawet temu odgrywającemu drugoplanową czy epizodyczną rolę, poświęca wystarczająco dużo uwagi, abyśmy nie mieli wrażenia, że postacie nakreślone zostały tak na „odczep się”, ale jednocześnie nie tyle, żeby przestały sprawiać wrażenie nieco tajemniczych, skrywających mroczne sekrety.

Tym, co ponownie urzeka, jest język i styl pisania autora. Dość trudno jest określić, co w nim takiego „innego”, ale w trakcie czytania to się po prostu „czuje”. Zafón unika banalnych zdań, słowami maluje przed oczami czytelnika realistyczne, barwne obrazy tego, co się aktualnie w książce dzieje, co jeszcze bardziej pozwala wczuć się w opowiadaną przez niego historię. Po skończeniu lektury cały czas mam wrażenie, że gdyby to inny autor wpadł na pomysł napisania takiej właśnie książki, byłaby to zupełnie inna historia. Dzięki sposobowi, w jaki pisze autor, książkę czyta się bardzo szybko i bardzo przyjemnie. A choć historia Bena kończy się nie całkiem szczęśliwie, „Pałac Północy” pozostawia po sobie masę miłych wspomnień. Aż chciałoby się sięgnąć po nią po raz drugi.

„Pałac Północy” powinni przeczytać przede wszystkim ci, którzy lubią twórczość Zafóna, ale też niekoniecznie mają za sobą „Księcia Mgły”. Te dwie książki stanowią zupełnie inne opowieści i jeśli ktoś czuje się bardziej przekonany do sięgnięcia po tę powieść niż po „Księcia Mgły”, może od razu zabrać się za lekturę „Pałacu Północy” bez obawy, że coś mu umknie czy nie do końca będzie wiedział, o co chodzi. Mnie osobiście kolejna powieść Zafóna bardzo się spodobała i mam jeszcze większą ochotę na sięgnięcie po kolejne jego dzieła. Na razie przede mną jeszcze „Światła września”, ale nie mam wątpliwości, że kiedyś na pewno sięgnę i po „Cień wiatru” czy „Grę anioła”, które to mają również wielu fanów.

[Muza 2011, 288 str.]

8 komentarze:

santana pisze...

Muszę się zapoznać z tym autorem. :)

Blueberry pisze...

Na "Pałacu północy" się zawiodłam...

Julie Wellings pisze...

Czytałam i bardzo mi się podobała.;D

pandorcia pisze...

Właśnie czytam tę książkę, co prawda jestem dopiero na samym początku i ciężko mi się wypowiedzieć na jej temat, muszę przyznać, że mnie zaciekawiła. Zafona znam już z "Cienia wiatru", do którego mam mieszane uczucia. Niby to zachwycająca historia, ale jakoś przez pierwsze rozdziały ciężko mi było przebrnąć i wdrożyć się w ten świat. Mam nadzieję, że z "Pałacem Północy" będzie zupełnie inaczej :)

Pozdrawiam :)

Nelaime pisze...

Ja teraz rónież mam tak, że kojarzę tego autora, jednak jeszcze nie czytałam żadnej z jego książek. Może czas już to zmienić? (:

Sol pisze...

Cień wiatru polecam, a na Grę anioła mam ochotę. Na zrecenzowaną pozycję z resztą też!

Wakacyjna pisze...

Nie przepadam za autorem, spasuję ;)

Lenalee pisze...

Bardzo lubię tego autora, jego "Cień Wiatru" oraz "Marina" to jedne z najlepszych książek, jakie czytałam. "Pałac północy" mam na półce, jednak w formie audiobooka, co niestety muszę przeboleć, ale na pewno sięgnę po papierową wersję. ;)

Prześlij komentarz

Każdy kolejny komentarz sprawia mi masę radości, więc jeśli już tu jesteś, Czytelniku, zostaw po sobie choć mały ślad, bo to dla Ciebie piszę. :) Uważaj jednak na słowa - wypowiedzi zawierające nieuzasadnione wulgaryzmy czy obraźliwe treści będą od razu usuwane.
Osobników anonimowych proszę o podpisywanie się, niech wiem, do kogo w razie czego się zwracam.
Dziękuję! :]